piątek, 20 września 2013

Fryzura na wielkie wyjście




Zanim kolejny raz postanowię pójść do stylisty fryzur i zostawić u niego chorych pieniędzy proszę puknąć mnie w łeb.  Tak jest. Nie pozwólcie mi za żadne skarby.  

W ten weekend chciałam wyglądać wyjątkowo ładnie. Bycie świadkiem na ślubie najlepszej przyjaciółki stresowało mnie bardziej niż zamążpójście. Odpowiedzialna rola. Wybrałam sobie niezwykle kobiecą, eteryczną i skromną sukienkę. Makijażem podkreśliłam oczy i tylko delikatnie musnęłam usta. Starannie opaliłam całe ciało, nie przesadzałam z biżuterią, a jedyną niesamowitą ozdobą miały być moje włosy. Miałam wizję fryzury, a jej wykonanie zostawiłam polecanemu przez wiele kobiet specjaliście. Robienie loków zajęło mu sporo czasu, ale obietnica ich trwałości pozwalała zapomnieć o zdrętwiałym i bolącym od siedzenia tyłku.  Piękne, niezwykle naturalnie wyglądające loki luźno spadały na moje plecy, a ich niewielka część tworzyła z tyłu piękne upięcie. Fryzura wyglądała niesamowicie i była dokładnie tym o czym marzyłam. 

Jakież było moje rozczarowanie, gdy tuż po przysiędze małżeńskiej spadł mi na twarz pierwszy kosmyk. Chwilę później z upięcia wyszły dwa kolejne. Zdjęcia z tego dnia nieubłaganie pokazują, że tuż po północy moje loki nie wyglądały już tak idealnie jak na początku. Z godziny na godzinę stawały się coraz bardziej proste i z pewnością nie stanowiły już ozdoby. Byłam wściekła.

Jak to się dzieje, że oglądane w plotkarskich serwisach celebrytki zawsze dobrze wyglądają. Mają nienagannie nałożony makijaż (może z wyjątkiem kilku przypadków nadużycia pudru transparentnego), nie odklejają im się rzęsy, nie spływa samoopalacz i nie rozwalają włosy. Dlaczego kobiety te nie mają pryszczy, znamion i innych skaz na skórze. Nie drą się im rajstopy, nie pękają sukienki w szwach i nie łamią obcasy. Jak to jest możliwe?   

Głupi, otyły Amerykanin




Oglądałam ostatnio program o głupocie naszych sąsiadów zza wielkiej wody. Amerykanie, bo o nich mowa, zdają się w dużej części być narodem odmóżdżonym, pozbawionym jakiegokolwiek instynktu zachowawczego i ograniczonym do granic możliwości. Wiem, wiem Polakom też można wiele zarzucić nazywając ich złodziejami, alkoholikami czy najgorszymi turystami, ale przysięgam, że to co dzieje się z mieszkańcami USA woła o pomstę do nieba.

Większość z nich nie posiada kompletnie żadnej wiedzy historycznej czy geograficznej. Niektórzy nie mają pojęcia kto jest papieżem, czym była II wojna światowa, ani kim był Mozart. Większość rodowitych mieszkańców Ameryki po za nazwiskami Hilton, Spears czy Kardashian nie zna nikogo ‘ważnego’. O nie, błąd! Pomyliłam się.  Chyba każdy Amerykanin wie jeszcze kim jest Oprah Winfrey.   

Dokument o totalnym odmóżdżeniu Amerykanów wywołał we mnie mnóstwo emocji. Dlaczego osiągają kolosalną wagę, a mimo to dalej wcinają frytki i gigantyczne hamburgery? Z jakiego powodu nie wiedzą, że Coca-Cola nie jest dla dziecka zbyt dobrym napojem, a plastikowe żarcie to samo zło? Dlaczego bezgranicznie ufają koncernom farmaceutycznym, politykom i wszystkim tym bzdurom,  które są im wpajane?
Dlaczego nie wiedzą, że wkładanie ręki do wrzątku może skończyć się bolesnym poparzeniem, kuchenka mikrofalowa nie służy do suszenia mokrego kota, a nawet najlepsze nawigacje mogą czasami się mylić. Amerykanie są otyli, nieszczęśliwi i impulsywni. Przemoc na ulicach i brak logicznych zachowań przerażają. Hitem są krążące po sieci filmiki, które ukazują amerykańskich kierowców wjeżdżających na autostradę pod prąd, urywających drzwi podczas wysiadania z auta czy masakrujących pojazdy podczas parkowania. Duża część z nich bezgranicznie ufa swoim autom i zamontowanym w nich GPSom, że nawet przez myśl im nie przejdzie, że sprzęt może być zawodny. Podobno na porządku dziennym są sytuacje gdy wprowadzony w błąd Amerykanin wjeżdża do jeziora lub spada ze skarpy, bo nawigacja wskazywała że dalej jest przejezdna droga. A to, że przed chwilą mijał znaki drogowe i drogowskazy nie ma najmniejszego znaczenia.

Przeciętny Amerykanin nie jest zbyt dobrym wzorcem, a i tak wielu naszych rodaków marzy o tym by być żyć tak jak żyją nasi sąsiedzi zza wielkiej wody. Wygodnie.

Czy Polacy są dobrymi kochankami?




Polki marzą o ognistym latynoskim kochanku. Opalony i dobrze zbudowany Hiszpan czy Włoch podobno potrafi w łóżku zdziałać cuda. Do tego zachwyca urodą, jest stale uśmiechnięty i potrafi sprawić, że jego kobieta czuje się tą wyjątkową. Mężczyźni chcieliby mieć u swojego boku wyzwoloną Francuzkę lub ponętną mulatkę. Marzymy, śnimy i idealizujemy. A jakimi kochankami jesteśmy my sami?
W Polsce przez lata seks był tematem tabu. W czasach gdy na zagranicznych bilbordach wypinały się zgrabne panie u nas pokazanie nagiej piersi budziło wiele kontrowersji. Czytając obcojęzyczne kolorowe gazety nie wierzyliśmy, że o seksie można mówić z taką lekkością. U nas słowo „seks” paraliżowało, a kupno prezerwatyw zawsze było owiane wstydem. Wizyta w sex-shopie była niemalże grzechem śmiertelnym, a przyznanie się do innej orientacji seksualnej groziło banicją.
Dzisiaj wiele się zmieniło. Zewsząd epatuje golizna, kupno lubrykantów nie jest już wstydem, a „niegrzeczny” Lew Starowicz opowiada w telewizji o tym co zrobić by uszczęśliwić kobietę.  Polacy nie tylko inaczej postrzegają swoją seksualność, ale także starannie pracują nad swoją cielesnością. Mamy świadomość, że depilacja okolic intymnych to dziś absolutna konieczność. Chodzimy do klubów fitness, opalamy się, wcieramy w siebie litry balsamów, dbamy o siebie najlepiej jak potrafimy. Śmieszny wydaje nam się wizerunek kobiety i mężczyzny lat osiemdziesiątych czy początku dziewięćdziesiątych.  Znany z filmów Adam Miauczyński dziś wydaje nam się totalnie aseksualny, a jego niewydepilowane partnerki budzą w nas lekkie obrzydzenie. 

Jakimi jesteśmy kochankami? Czy podróżując po Europie nauczyliśmy się od innych narodów choć odrobiny luzu, romantyzmu i radości z życia? Czy statystyczny Kowalski przestał już przypominać Miauczynskiego i upodobnił się do ognistego  Ricky Martina?