Nie mam pojęcia, jak inni to robią – po całym dniu pracy
mają jeszcze nie tylko siłę, ale i ochotę na ugotowanie czegoś pysznego, dbanie
o swoją kondycję oraz robienie domowych porządków. Dość powiedzieć, że ja po
powrocie do domu marzę tylko o gorącej kąpieli, szybkiej kolacji i czytaniu
książki albo oglądaniu głupot w telewizji. Ale chyba najwyższa pora, żeby
zadbać nieco o domowe ognisko.
Kiedy przychodzi czas na rewizję domowych sprzętów rtv i agd
okazuje się, że większość z nich czasy świetności ma już dawno za sobą. Wtedy
pojawiają się prawdziwe dylematy – jakie
żelazko wybrać, jaką kupić pralkę, czy blender nadaje się jeszcze do
użycia? Oczywiście z powodu kruchości domowego budżetu do niezbędnej wymiany
nigdy nie dochodzi, więc trzeba nauczyć się jakoś sobie radzić. No i nie
zapominajmy przy tym, że porządki i gotowanie to dla mnie nic przyjemnego. W
dodatku wszystko zostawiam sobie na weekend, więc zamiast odpoczywać, zazwyczaj
do południa biegam po centrach handlowych, a później (w ramach wątpliwego
relaksu) zabieram się za sprzątanie, pranie i gotowanie.
Jednym z moich największych marzeń jest poznanie kogoś, komu
gotowanie dla przyjaciół sprawia prawdziwą przyjemność. Ileż to przeczytałam
blogów, na których utalentowani kucharze-amatorzy opisują przygotowywanie
kolacji dla najbliższych. Żyć nie umierać – nie dość, że taka kolacja jest
pyszna i nic cię nie kosztuje (pomijam wydatek na wino czy mały prezent dla
gospodarza wieczoru), to jeszcze nie musisz po sobie zmywać :) Może to i mało
eleganckie, ale szalenie wygodne. A tak na serio, to po prostu dla takiego
kuchennego beztalencia jak ja byłaby to rzadka okazja, żeby zjeść smacznie i
domowo.
Gorzej z kwestią sprzątania, prania czy prasowania – tutaj
pełna samodzielność okazuje się niezbędna. Chyba, że nasz
współlokator/partner/mąż spełnia się w którejś z tych dziedzin – wtedy jesteśmy
ustawione na całego :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz