Wielu moich znajomych postanowiło ostatnio zainwestować we
własne cztery kąty, zaciągając kredyt nie tylko na kupno mieszkania, ale i na
jego urządzanie. Co to dla mnie oznacza poza kilkoma parapetówkami z rzędu i
wpędzaniem się w kompleksy jako wieloletnia wynajmowaczka obcych mieszkań?
Rozmyślania nad tym, jak kiedyś urządzę moje lokum!
Jego centralnym punktem z pewnością będzie kuchnia, i to
bynajmniej nie dlatego, że jestem mistrzynią patelni czy choć pretendentką do
tego zaszczytnego tytułu. Powód jest bardzo prozaiczny – uwielbiam wszelkiego
rodzaju gadżety i sprzęt kuchenny. Mogłabym godzinami błądzić po wielkich
centrach handlowych w poszukiwaniu właściwych urządzeń i drobiazgów
ułatwiających życie (czytaj: gotowanie). Na pierwszy ogień z pewnością poszłaby
lodówka. W tej chwili zadowoliłabym się chyba każdą, która nie chodzi jak
poniemiecki czołg, ale docelowo na pewno wybiorę coś z tej strony http://www.niezawodnelodowki.pl/do-2500-zl/
- tanie, ładne i funkcjonalne. To ważne, kiedy większość potraw i składników
dostaje się od mamy – w końcu gdzieś je trzeba składować :)
Potem przyjdzie pora na wypasioną kuchenkę, koniecznie z
piekarnikiem. To jedna z tych rzeczy, których brakuje mi najbardziej w
wynajmowanych mieszkaniach. Nie wiem, czy mam takiego pecha, ale przerabiałam
już wiele piekarników i jeden był gorszy od drugiego. Chyba że w ogóle go nie
było – to dopiero była ambaras! Odpadają wszystkie zapiekanki, pizza, pyszne
zapiekane ryby czy 90% ciast! Dlatego piekarnik rzecz święta!
Na koniec zainwestuję w mnóstwo zbędnych gadżetów, bez
których radzi sobie ¾ społeczeństwa, ale nie ja. Na pewno przyda mi się
blender, wyciskarka do owoców, tysiące specjalnych pojemników i sprytnych
nożyków czy obieraczy do każdego owocu i warzywa :)
Kto wie, być może dzięki temu nauczę się w końcu jako tako gotować? Bądź co
bądź trzeba będzie kiedyś urządzić jakąś parapetówkę, a bez samodzielnie
przygotowanych potraw ani rusz!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz