wtorek, 5 listopada 2013

Suszy, kręci i faluje



No dobra zrobiłam to. Podkusiło mnie i nie było rady. Musiałam zmienić fryzurę. Od pewnego czasu nosiłam się z takim zamiarem i przeglądałam fotki w internecie. Gdy zobaczyłam tego wspaniałego boba nie mogłam się oprzeć.

Wracając od fryzjera przeglądałam się we wszystkich mijanych sklepowych witrynach, non stop dotykałam znacznie krótszych włosów i podziwiałam sama siebie. Tak! Bob to z całą pewnością był dobry wybór. Schody zaczęły się po pierwszym myciu głowy. Naiwnie sądziłam, że ułożenie nowej fryzury to bułka z masłem. Szczotka za żadne skarby nie chciała podwinąc moich niesfornych końcówek do środka, a tzrymanie suszarki w jednej ręce, a szczoty w drugiej doprowadzało mnie do szału. Przydałaby się trzecia ręka do trzymania lusterka. Domowa stylizacja nie była już tak udana, jak ta z salonu fryzjerskiego. Bob nie był tak uniesiony z tyłu, a kosmyki spadające na twarz nie zachwycały gładkością. Ratunku.
Po kilku próbach, płaczu i przeklinania swojego wizerunku z pomocą przyszła mi znajoma, która od lat jest dumną posiadaczką fantastycznie wystylizowanego boba. Podobno cały sekret tkwi w sprzęcie do stylizacji. Nadeszła chwila pozbycia się szczoty i suszarki na rzecz tej suszarko lokówki (Czytaj więcej: http://www.philips.pl/ ).Wskazówki koleżanki:


Umyć włosy, lekko podsuszyć, wetrzeć krem prostujący, spiąć górne pasma i zacząć stylizację od dolnych. Pasmo po paśmie. Nic odkrywczego, przecież tak robiłam. Zamiast dwóch narzędzi w moim ręku spoczęło jedno, za to konkretnych rozmiarów. Lokówko suszarka zadziwiła mnie już po kilku pierwszych pasmach. Gładkie włosy i idealnie wyciągnięte końcówki. Szok. A jednak da się samodzielnie ułożyć perfekcyjnego boba J