piątek, 27 marca 2015

Domowe dylematy



Nie mam pojęcia, jak inni to robią – po całym dniu pracy mają jeszcze nie tylko siłę, ale i ochotę na ugotowanie czegoś pysznego, dbanie o swoją kondycję oraz robienie domowych porządków. Dość powiedzieć, że ja po powrocie do domu marzę tylko o gorącej kąpieli, szybkiej kolacji i czytaniu książki albo oglądaniu głupot w telewizji. Ale chyba najwyższa pora, żeby zadbać nieco o domowe ognisko.
Kiedy przychodzi czas na rewizję domowych sprzętów rtv i agd okazuje się, że większość z nich czasy świetności ma już dawno za sobą. Wtedy pojawiają się prawdziwe dylematy – jakie żelazko wybrać, jaką kupić pralkę, czy blender nadaje się jeszcze do użycia? Oczywiście z powodu kruchości domowego budżetu do niezbędnej wymiany nigdy nie dochodzi, więc trzeba nauczyć się jakoś sobie radzić. No i nie zapominajmy przy tym, że porządki i gotowanie to dla mnie nic przyjemnego. W dodatku wszystko zostawiam sobie na weekend, więc zamiast odpoczywać, zazwyczaj do południa biegam po centrach handlowych, a później (w ramach wątpliwego relaksu) zabieram się za sprzątanie, pranie i gotowanie.
Jednym z moich największych marzeń jest poznanie kogoś, komu gotowanie dla przyjaciół sprawia prawdziwą przyjemność. Ileż to przeczytałam blogów, na których utalentowani kucharze-amatorzy opisują przygotowywanie kolacji dla najbliższych. Żyć nie umierać – nie dość, że taka kolacja jest pyszna i nic cię nie kosztuje (pomijam wydatek na wino czy mały prezent dla gospodarza wieczoru), to jeszcze nie musisz po sobie zmywać :) Może to i mało eleganckie, ale szalenie wygodne. A tak na serio, to po prostu dla takiego kuchennego beztalencia jak ja byłaby to rzadka okazja, żeby zjeść smacznie i domowo.
Gorzej z kwestią sprzątania, prania czy prasowania – tutaj pełna samodzielność okazuje się niezbędna. Chyba, że nasz współlokator/partner/mąż spełnia się w którejś z tych dziedzin – wtedy jesteśmy ustawione na całego :)