Od dziecka mieliśmy w szufladzie zwykły termometr rtęciowy –
był dokładny, nigdy się nie stłukł, a śmiercionośna rtęć nigdy nic nikomu nie
zrobiła :)
Jakież było moje zdziwienie, kiedy obejrzałam w telewizji krótki program
poświęcony rodzajom termometrów dostępnych w aptekach i sklepach. Okazuje się,
że wybór termometru wcale nie jest taki prosty, a poszczególne rodzaje znacznie
się od siebie różnią.
Zasadniczo termometry
dzielimy na cztery rodzaje (nie licząc sprytnego termometru-smoczka dla
maluchów):
1.
Termometr szklany – czyli prawie to samo, co z
pewnością posiada jeszcze większość naszych rodziców i dziadków. Tyle że
zamiast szkodliwej dla człowieka i środowiska rtęci, w takich termometrach
znajdziemy gal lub po prostu alkohol. Termometr szklany jest tani, ale musimy
poczekać kilka minut na wynik pomiaru, który nie będzie tak dokładny jak w
przypadku nowoczesnych termometrów elektronicznych
2.
Termometr paskowy – tego rodzaju termometr był
znany już w czasach PRL-u; wystarczy przyłożyć go do czoła i poczekać kilka
sekund na wyświetlenie wyniku na podziałce. Jednak skala błędu wynosi ok.0,5
stopnia, dlatego używa się go raczej do określenia przybliżonej temperatury
ciała
3.
Termometr elektroniczny – obecnie jest
najczęściej używanym termometrem; specjalna sonda z wbudowanym czujnikiem
zapewnia dokładny pomiar, który pokazuje się na elektronicznym wyświetlaczu.
Jest zasilany na baterie, co z może trochę uprzykrzać nam życie – jeśli
zapomnimy ich wymienić, możemy otrzymać niedokładny wynik. Z drugiej strony,
większość modeli posiada dodatkowe funkcje, ułatwiające obsługę i odczyty
temperatury
4.
Termometr na podczerwień – jest bardzo dokładny,
a wynik poznajemy już po 1-3 sekundach; na rynku dostępnych jest wiele modeli,
w tym także te bezdotykowe – świetnie sprawdzają się w przypadku małych i
niecierpliwych dzieci
Wybór odpowiedniego termometru zależy w głównej mierze od
tego, jak często zamierzamy z niego korzystać oraz dla kogo ma być przeznaczony
– jest to szczególnie ważne w przypadku rozbrykanych maluchów.

Ciekawy artykuł. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuń