
No dobra zrobiłam to. Podkusiło mnie i nie było rady.
Musiałam zmienić fryzurę. Od pewnego czasu nosiłam się z takim zamiarem i
przeglądałam fotki w internecie. Gdy zobaczyłam tego wspaniałego boba nie
mogłam się oprzeć.
Wracając od fryzjera przeglądałam się we wszystkich mijanych
sklepowych witrynach, non stop dotykałam znacznie krótszych włosów i
podziwiałam sama siebie. Tak! Bob to z całą pewnością był dobry wybór. Schody
zaczęły się po pierwszym myciu głowy. Naiwnie sądziłam, że ułożenie nowej
fryzury to bułka z masłem. Szczotka za żadne skarby nie chciała podwinąc moich
niesfornych końcówek do środka, a tzrymanie suszarki w jednej ręce, a szczoty w
drugiej doprowadzało mnie do szału. Przydałaby się trzecia ręka do trzymania
lusterka. Domowa stylizacja nie była już tak udana, jak ta z salonu
fryzjerskiego. Bob nie był tak uniesiony z tyłu, a kosmyki spadające na twarz
nie zachwycały gładkością. Ratunku.
Po kilku próbach, płaczu i przeklinania swojego wizerunku z
pomocą przyszła mi znajoma, która od lat jest dumną posiadaczką fantastycznie
wystylizowanego boba. Podobno cały sekret tkwi w sprzęcie do stylizacji. Nadeszła
chwila pozbycia się szczoty i suszarki na rzecz tej suszarko lokówki (Czytaj
więcej: http://www.philips.pl/ ).Wskazówki koleżanki:
Umyć włosy, lekko podsuszyć, wetrzeć krem prostujący, spiąć
górne pasma i zacząć stylizację od dolnych. Pasmo po paśmie. Nic odkrywczego,
przecież tak robiłam. Zamiast dwóch narzędzi w moim ręku spoczęło jedno, za to
konkretnych rozmiarów. Lokówko suszarka zadziwiła mnie już po kilku pierwszych
pasmach. Gładkie włosy i idealnie wyciągnięte końcówki. Szok. A jednak da się
samodzielnie ułożyć perfekcyjnego boba J
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz