
Polki marzą o ognistym latynoskim kochanku. Opalony i
dobrze zbudowany Hiszpan czy Włoch podobno potrafi w łóżku zdziałać cuda. Do
tego zachwyca urodą, jest stale uśmiechnięty i potrafi sprawić, że jego kobieta
czuje się tą wyjątkową. Mężczyźni chcieliby mieć u swojego boku wyzwoloną Francuzkę lub ponętną mulatkę. Marzymy, śnimy i idealizujemy. A jakimi
kochankami jesteśmy my sami?
W Polsce przez lata seks był tematem tabu. W czasach gdy na
zagranicznych bilbordach wypinały się zgrabne panie u nas pokazanie nagiej
piersi budziło wiele kontrowersji. Czytając obcojęzyczne kolorowe gazety nie
wierzyliśmy, że o seksie można mówić z taką lekkością. U nas słowo „seks”
paraliżowało, a kupno prezerwatyw zawsze było owiane wstydem. Wizyta w
sex-shopie była niemalże grzechem śmiertelnym, a przyznanie się do innej
orientacji seksualnej groziło banicją.
Dzisiaj wiele się zmieniło. Zewsząd epatuje golizna, kupno
lubrykantów nie jest już wstydem, a „niegrzeczny” Lew Starowicz opowiada w
telewizji o tym co zrobić by uszczęśliwić kobietę. Polacy nie tylko inaczej postrzegają swoją
seksualność, ale także starannie pracują nad swoją cielesnością. Mamy świadomość,
że depilacja
okolic intymnych to dziś absolutna
konieczność. Chodzimy do klubów fitness, opalamy się, wcieramy w siebie litry
balsamów, dbamy o siebie najlepiej jak potrafimy. Śmieszny wydaje nam się
wizerunek kobiety i mężczyzny lat osiemdziesiątych czy początku
dziewięćdziesiątych. Znany z filmów Adam
Miauczyński dziś wydaje nam się totalnie aseksualny, a jego niewydepilowane
partnerki budzą w nas lekkie obrzydzenie.
Jakimi jesteśmy kochankami? Czy podróżując po Europie
nauczyliśmy się od innych narodów choć odrobiny luzu, romantyzmu i radości z
życia? Czy statystyczny Kowalski przestał już przypominać Miauczynskiego i
upodobnił się do ognistego Ricky
Martina?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz