poniedziałek, 28 września 2015

Helsinki - jedno z tysiąca marzeń


 
https://pixabay.com/pl/port-heisinki-port-rynek-helsinki-219149/
Marzenie o tym, żeby zwiedzić Helsinki pojawiło się w mojej głowie wieki temu – jeszcze kiedy chodziłam do podstawówki tata pokazał mi zdjęcia i opowiadał o Finlandii. Wtedy wydawało mi się jednak, że jest to jakoś bardzo daleko, zupełnie inny i niedostępny świat.
Mijały lata, a ja dorastałam z tymi Helsinkami w tle, lecz bez dokładania większych starań o to, żeby marzenie spełnić. To nawet zabawne, bo w między czasie zdążyłam polecieć do Hiszpanii, zwiedzić Włochy, szaleć w Grecji… Były to jednak wakacyjne wyjazdy, miało być ciepło, słonecznie i beztrosko. Finlandia z pewnością nie kojarzyła się natomiast z miejscem, w którym można wygrzać kości i zamienić bladą skórę  czekoladę.
I nagle, zupełnie bez uprzedzenia albo jakiegokolwiek przygotowania, przyjaciółka powiedziała, że można kupić tanie bilety promowe do Helsinek. Wymyśliła to tak: bierzemy urlop na piątek i poniedziałek, w piątek jedziemy do Gdańska i spędzamy dzień z przyjaciółmi, a późnym wieczorem wsiadamy w Gdyni na prom. Sobota i niedziela w Helsinkach, w poniedziałek z rana powrót do Gdyni i do domu.
Szybko podliczyłam koszty i uznałam, że to co zawsze wydawało mi się jakieś nierealne jest całkiem tanie i „do zrealizowania”.
W planie zmieniłyśmy jedynie dzień wyjazdu – uznałyśmy, że nie ma już sensu płacić za nocleg z niedzieli na poniedziałek, skoro mamy wyruszyć z samego rana i zdecydowałyśmy się na prom w nocy, dzięki temu w poniedziałek spędziłyśmy jeszcze trochę czasu w Trójmieście.
Muszę przyznać, że mocno naładowałam akumulatory, szczególnie że jesień zaczyna dawać się we znaki i pojawiają się głupie humory. Teraz wiem, że sama będę śledzić ceny za bilety promowe w kierunku Skandynawii – można upolować naprawdę fajne oferty, a uwierzcie mi – te kraje na północy to zupełnie inna bajka niż Hiszpania czy inna Grecja.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz