
Gadżety, gadżety, gadżety. Mój ulubiony dział tego bloga.
Uwielbiam testować, próbować i sprawdzać czy to co mówią reklamy choć troszkę
jest spójne w rzeczywistością. Główną bohaterką dzisiejszego postu będzie profesjonalna
suszarka SalonDry Control marki Philips. Dlaczego akurat ona?
Przyznam, że wcale nie planowałam jej kupna, tym bardziej,
że wysyłając rodziców na weekend do SPA kompletnie się spłukałam. Ale moja już
wiekowa suszarka spaliła się podczas suszenia włosów i nie miałam wyjścia.
Koniecznie było trzeba coś kupić. Spędziłam
w sklepie sporo czasu, wybierałam, czytałam opisy i kombinowałam. Ostatecznie
wybór padł właśnie na to cudo i dziś, po kilku dniach użytkowania jestem
przekonana, że to była dobra decyzja.
Podstawowe zalety suszarki:
- duża moc 2200W
- sześć ustawień – zarówno szybkości nawiewu powietrza, jak i temperatury suszenia (najważniejszy dla mnie zimny nadmuch)
- wymienne końcówki – dyfuzor, wąski koncentrator
- jonizacja
Dużą moc można od razu poczuć, gdyż suszarka naprawdę nieźle
dmucha, a włosy są suche w ekspresowym tempie. Producent zapewnia, że suszarka
emituje czterokrotnie więcej (niż inne suszarki) naładowanych ujemnie jonów i
coś w tym musi być bo faktycznie moje szorstkie i matowe z natury włosy po
suszeniu są wyraźnie bardziej gładkie i błyszczące. Kompletną nowością,
przynajmniej dla mnie, jest element ceramiczny, który poprzez wydzielanie
podczerwonego ciepła suszy włosy od środka nie przesuszając ich – tak
przynajmniej twierdzi producent.
Dla mnie dużym plusem jest solidny dyfuzor, który faktycznie
unosi włosy u nasady i widocznie zwiększa ich objętość. Mnie cieszy także długi
kabel. Moja poprzednia suszarka miała bardzo krótki przewód i czasami susząc
włosy poza domem musiałam nieźle się nagimnastykować by wysuszyć włosy stojąc
przed lustrem.
Reasumując. To naprawdę dobra suszarka, a praca z nią
sprawia mi mnóstwo radości. Myję włosy codziennie i zależy mi by układanie
fryzury nie zajmowało zbyt dużo czasu. Udany zakup. Jestem na tak.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz