Choć mam prawo jazdy od kilku lat to muszę przyznać, że
siadam za kółko tylko w wyjątkowych sytuacjach. Mieszkam w centrum, wszędzie
mam blisko, a chodząc pieszo skutecznie omijam wszelkie korki na drogach.
Tym razem porwałam się z motyką na słońce. Postanowiłyśmy z
przyjaciółkami pojechać do Mielna, ale tylko ja mam prawko. Potrzeba odpoczynku
na nadmorskiej plaży zdecydowanie wygrała ze strachem przed jazdą za kółkiem
przez kilkaset kilometrów. Ja nie dam rady?
Dzień przed wyjazdem przypomniały mi się wszystkie wcześniej
zasłyszane dowcipy o babach za kierownicą. Na półce zauważyłam nieco pokrytą
kurzem książkę, której tytuł głosił: „Dlaczego mężczyźni nie słuchają, kobiety nie umieją czytać map”. Ogarnął mnie paniczny strach przed jazdą w
nieznane. A jeśli zabłądzimy albo auto się zepsuje?
Jak zawsze pomocny okazał się ojciec (dzięki tato !), który powymieniał w samochodzie wszelkie płyny, dokręcił co trzeba, sprawdził żarówki i dopompował opony. Co więcej, niespodziewanie zostawił na przednim siedzeniu mały prezencik. Niewielkie pudełko przewiązał czerwoną wstążką i dołączył karteczkę:
Jak zawsze pomocny okazał się ojciec (dzięki tato !), który powymieniał w samochodzie wszelkie płyny, dokręcił co trzeba, sprawdził żarówki i dopompował opony. Co więcej, niespodziewanie zostawił na przednim siedzeniu mały prezencik. Niewielkie pudełko przewiązał czerwoną wstążką i dołączył karteczkę:
Szczęście nie jest stacją,
do której przyjeżdżasz,
lecz sposobem podróżowania.
I tak do listy podróżujących dołączył TomTom
Start 60, którego wcale nie planowałyśmy zabrać, a który stał się naszym
ulubionym członkiem podróży. Przyznam, że początkowo głos informujący o
skrętach, zakrętach, zjazdach i podjazdach niezwykle mnie irytował. Z czasem
przestał drażnić, a wręcz przeciwnie gdy zamilkł na dłuższy czas czułam się
nieswojo. Droga do Mielna okazał się być kompletnie nieskomplikowana, za to
pełna radarów. O czym nawigacja ostrzegała głośnym pikaniem.
Moja pierwsza, długa podróż okazała się być fantastyczną
przygodą. Udowodniłam, że nie straszne mi prowadzenie auta. Nic nie zepsułam,
nie rozbiłam, nie zgubiłam i nie miałam kłopotów z tankowaniem paliwa. Dzięki
prezentowi od taty nie musiałam też zmagać się z wielką papierową mapą. I
zastanawiam się tylko jaki sens mają dowcipy o kobietach za kierownicą skoro
nawigacja gładko prowadzi je przez miasta i wsie wprost do celu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz